Dzięki Michałowi "Elektrycznemu" Nowakowskiemu, który napomknął słówko o mojej fascynacji MH Herr Michaelowi Auerowi( Michał, Michałowi zrobił przyjemność, dzięki Michałowi- solidarność Michałów świata nie zna granic), szefującemu niemieckiemu oddziałowi Capcom, dziś oberwałem paczką prosto zza zachodniej granicy i przetestowałem nową odsłonę najlepszej serii, dostępnej na PSP. Oczywiście, MH to temat, z którego każdą częścią trzeba spędzić około pół roku, aby załapać subtelne różnice pomiędzy odsłonami, jednak w tym przypadku są one widoczne na pierwszy rzut oka, więc na szybko mogę podzielić się kilkoma spostrzeżeniami.
Każdy łowca wie, jak upierdliwe było kombinowanie przedmiotów, korzystając ze starych wersji MH- wyciągnij itemy i księgi z pudła, miksuj, włóż, wyciągnij, miksuj, auaaaaa. Teraz kombinować można bezpośrednio w pudle. Szybko, bezstresowo, przyjemnie. Pudło wydaje także przedmioty na odległość, w czasie gadek z kotami w kuchni lub korzystania z serwisu BBQ. Koniec biegania w tę i z powrotem, bo kotu zachciało się żab. Nareszcie!
Wraz z kopią gry dostałem moją nową, szczęśliwą koszulkę. Oczywiście, będę ją ubierał tylko na polowanko w towarzystwie kolegi Maćka.Obok szefowej wioski pojawiła się " szefowa kotowa" - kolejne questy. Po opisach wnioskuję, że uberhardcorowe. Jeśli ktoś (np. ja) ma problem z Double Rajangiem w solowych misjach, zlecanych przez wioskę, będzie prawdopodobnie gryzł ściany na tych wycieczkach. Hip, hip, hura! Gildia również nie przebacza. Myślałeś, że jesteś mofo, skończyłeś wszystkie wyprawy na HR6? Przywitaj G- rankowe wycieczki, które każą tobie na nowo zdefiniować pojęcie skilla. Prócz tego nowość. Wycieczki, w czasie których pokonanego moba, zastępuje kolejny, a z obrabiania truchła zamiast standardowych łusek, kłów i szponów, wyskakują przedmioty typu pułapki, poty itp. Wszystko, co pomaga łowcy w przeżyciu. Po wykonaniu takiego zadania, prócz standardowych nagród, dostajesz te przedmioty, które wydziobałeś z moba( a które zostały w czasie wycieczki zamienione właśnie w te poty itp.). Czyli trud zostaje wynagrodzony. Wydaje się, że jest to w miarę dobry sposób na zdobycie dużej ilości materiałów na zbroję i broń. Oczywiście, jeśli uda się taką wycieczkę przeżyć, gdyż z takiego questu nie ma już ucieczki. Kocie bilety w tym przypadku nie działają! Musisz rezać, aż czas się skończy- 50 minut uberdupermasakry- to, co łowcy kochają najbardziej!
No i najważniejsza zmiana- koci towarzysz. Tutaj oklaski dla Capcom i ogólnie kolanka. Solowe wycieczki nabierają nowego wymiaru. Dawniej, prócz znoju, potu i krwi towarzyszyła łowcy tylko samotność( sic!). Od teraz, na spacerki po smoczych łbach zabierasz kociego ziomka. Ok, ale to znamy z dema i licznych zapowiedzi, jednak Capcom nie byłby sobą gdyby nie wpompował w ten element głębi w stylu Rowu Mariańskiego. Kot, jaki jest każdy widzi? Nic z tego.
Pudełeczko( czyli tzw. fuckshot- copyright by drinki w Końcu Świata, Toruń:)W swojej " stajni" możesz trzymać do dziesięciu pchlarzy, z czego trzech jest aktywnych- z nich wybierasz jednego, który będzie tobie towarzyszył. Pozostałej dwójce, oczywiście, nie możesz pozwolić na nudę, więc zlecasz im różnorakie ćwiczenia, podnoszące elementy statystyk. To, co teraz dzieje się w kuchni to istne szaleństwo. Pięciu kocich kucharzy, trzech kocich towarzyszy, plus stadko pisklaków( w tym jeden wciąż ze skorupką na głowie, heh)- istny chaos! Do obsługi całego kociego towarzystwa masz specjalną tabliczkę, tam dobierasz skład na wycieczkę, zlecasz ćwiczenia, wybierasz zbroję, zwalniasz, zatrudniasz kota, lub zamieniasz go w kucharza. Możesz również pozwolić ferajnie na leniuchowanie, wtedy szybciej rośnie przywiązanie kota do łowcy( choć podstawą w tym wypadku jest częste zabieranie sierściucha na wycieczkę). Plotka w grze mówi także, że kiedy łowca odwiedza np. farmę, kociaki udają się w tajne miejsce, gdzie nadal ćwiczą, budując statsy!
Każdy kot to unikalna bestia. Prócz standardowych statystyk w rodzaju atak/ obrona/ ulubiony styl walki( należy pamiętać, że kotu, który lubi bombardować moby beczkami z prochem nie powinniśmy zlecać ćwiczeń, które trenują jego "element attack", gdyż nic to nie da!), zwierzak wyróżnia się również unikalną osobowością. Zdarzają się zwykli tchórze, lub... pacyfiści. Wychodzi na to, że w tej odsłonie MH, prócz odpowiedniego doboru ekwipunku oraz przedmiotów, należy zadbać także o to, aby wziąć ze sobą na wycieczkę także odpowiedniego pchlarza! Można zapomnieć o standardowym kwadransie na przygotowania, ha!
Zabierając kota na wycieczkę, budujemy jego skilla oraz przywiązanie do łowcy. Sprawa jest prosta, im częściej dany kot będzie nam towarzyszył, tym większą miłością nas obdarzy i lepszego skilla złapie. Z przywiązaniem łączy się jeszcze jedna ciekawa kwestia. Podczas online' owych wycieczek, możemy podzielić się z innym łowcą danymi naszego kociaka( bo np. mamy takiego ubermofo a kolega nie ma, a chciałby mieć). Odbywa się to na takiej samej zasadzie, jak przekazanie przedmiotu. Jednak! Podarowany kot( czy też jego klon, ponieważ oryginał pozostaje w naszym posiadaniu), nie czuje zbyt dużego szacunku do nowego właściciela, jego przywiązanie jest równe zeru, więc trzeba sporo się z takim nałazić( czytaj: namęczyć), zanim stanie się pełnoprawnym ziomkiem. Czy też raczej, ty- łowca- staniesz się pełnoprawnym ziomkiem kota.
Uf! A propo' pchlarzy to na razie tyle. Co jeszcze? Dwie nowe miejscówki na farmie, ukryte pod ?????, ale dam sobie lewą rękę uciąć, że są to:
- nowa miejscówka do kucia skały i zdobywania kryształów, rudy, kamieni itp.
- nowy krzaczek do łapania robali.
Graficznie i dźwiękowo nic się nie zmieniło, ale to już było jasne po zapowiedziach i demie. Pod tymi względami nowa jakość w serii pojawi się dopiero na Wii wraz z MHtri. I tak przy okazji, Capcom co prawda nie pracuje teraz nad wersjami " trójki" na inne platformy, ale dam sobie prawą rękę uciąć, że za rok, półtora nowy Monster Hunter pojawi się do zassania z PSN. Jest sens wydawać tysiaka na konsolkę, której struktura sieciowa jest tak po piździe, że szkoda gadać? A gadać można tylko przez gównianego Wiispeaka, który jest jeszcze bardziej po piździe, niż struktura sieciowa? Chyba nie. MH to przede wszystkim kooperacja i komunikacja, Wii tego nie zapewnia. Pozostaje lobbować u Buddy, aby sprzedaż nadchodzącej odsłony na wierdgena była co najwyżej średnia( wiem, wiem, słabe, ale co na to poradzę...), co przyspieszy rozpoczęcie prac nad wersją dla PS3. I kto wie, może nawet na X360?
P. S. Dziś moje ostatnie z Simsonem polowanie w MHF2. Może w końcu uda nam się ujebać tego cholernego Rathalosa( HR5), bo ostatnim razem robił nam taką krzywdę, że tylko się załamać. Co śmieszniejsze, tę wycieczkę z Gildii odrobiłem solo jakiś czas temu. Hmmm...
P. S. 2 Capcom stara się, jak może zbudować na zachodzie MH Community, czego przykładem jest np. ta stronka. Ciekawyś świata MH i bestii go zamieszkujących? Uderzaj pod ten adres!
2 komentarze:
Po pierwsze, to ja mam na drugie Michał... co wiele tłumaczy. :)
Po drugie, podobają mi się trailery i opisy MH, ale nie mam cierpliwości piłować tej gierki, nie i już.
Po trzecie, wreszcie gra w której wymodelowano cechy kota jak w rzeczywistości - na zakolegowanie się z kotem trzeba sobie zasłużyć, nie tak hop siup. Koty rządzą.
Akurat ja jestem psiarzem, bo nie kumam czemu miałbym sobie zasłużyć na szacunek zwierzęcia:D
Ale fakt- MH oddaje naturę kota całkiem nieźle( oczywiście, jak na " kreskówkowe" ujęcie).
Prześlij komentarz